Luzor 8 Z teczki wygnańców i pograniczników

Zamieszczony 03.05.2008

Myśli i spostrzeżenia, które są tu zawarte to luźnie dywagacje dotyczące naszego pochodzenia i tego co jest odczuwalne w naszych sercach i duszy – co pozostało? Tęsknota - niepojęta bliżej, która nakazuje nam szukać własnych korzeni. My, tutaj na zachodnich ziemiach, które noszą znamiona niemieckich wpływów, pragniemy mocniej niż na innych terenach Polski utożsamiać się z własnymi tradycjami. Jakie one są? To eklektyczne kompilacje wpływów wschodnich (jak niektórzy mówią z za Buga) i tych miejscowych o naturze przesiąkniętej długotrwałymi wpływami ludności niemieckiej.

Często nierozumiani i długo traktowani jak obcy - Polacy, Ukraińcy, Litwini, Białorusini - ludność galicyjska – różnych narodowości w tym cyganie - mieszkają tu do dzisiaj. Przez lata dyskryminowani i napiętnowani – zaznaczeni swoją odmiennością, w tym i tacy, którzy skrzętnie ukrywali swoje pochodzenie, dzisiaj głośno już mówią skąd przyjechali ich dziadowie a z nimi, jako dzieci ich rodzice – bez wstydu – z dumą!

Kultura polski wschodniej wyrasta tu na ziemiach zachodnich od nowa. Te eksplozje stają się widoczną „wiosną ludów” po kilkudziesięciu latach milczenia. Widzimy zatem jak dochodzi do przeniesienia tych wartości i tradycji – pięknych zresztą – ze wschodu tu na zachód! Coraz liczniejsze zespoły ludowe, folklorystyczne z Piły, Wałcza, Jastrowia, i dalej na zachód - śpiewają cudowne ukraińskie i polskie pieśni, wykorzystując i „lansując” swoją tożsamość. To cud! i ewenement na skalę europejską ! Tradycyjnie już od lat organizowany jest nie bez przyczyny w Pile i miastach ościennych festiwal „Bukowińskie spotkania” który najlepiej oddaje charakter tradycji i kultury ludności napływowej z terenów Karpat, Rumuni, Ukrainy, Polski wschodniej i terenów Galicji.

Kultura ludowa na ziemiach rdzennie polskich przetrwała dzięki głębokiemu zakorzenieniu i jedynym dla niej zagrożeniem jest globalizacja a w tym również lansowane przez media „wartości” popkultury światowej. Skoro uznamy, że ta tendencja jest procesem postępującym i samonapędzającym – takie kulturowe perpetuum mobile, wówczas należy odszukać w niej aspektów pozytywnych i umiejętnie wykorzystać w celu „prokreacji” kultury regionalnej i globalnej. Szperając w tych gatunkach sztuki - odnajdziemy wielu dynamicznych ludzi, których praca i wysiłki skierowane są na inteligentne - i trzeba przyznać - skuteczne działania zmierzające do łączenia tradycji regionów z współczesnymi – światowymi trendami w sztuce, a w muzyce zaś w szczególności – ponieważ ona jest gatunkiem najbardziej nośnym. Przykładem na to są działania „Kapeli ze Wsi Warszawa” oraz grup artystycznych z nią współpracujących. Podzielając te poglądy pragniemy pokazać jak my widzimy dzisiejszą rzeczywistość, naszpikowaną „socjologicznymi” nieprawidłowościami.

Kiedy w roku 1947 władze prosowieckiej Polski rozpoczęły akcję „Wisła”, która zmieniła miejsca zamieszkania ponad 100.000 osób, nikt się nie spodziewał, że ta migracja przyniesie kulturową „bombę”.

Ukraina! W tym słowie mieści się zbyt wiele treści aby móc je przekazać w kilku zdaniach, są jednak słowa, których moc i brzmienie oraz wieloznaczność po części oddają noszoną w sercu tęsknotę za jej duszą! Matka, śpiew, przestrzeń, prostota, spokój, rzeka, wiatr, ogień, kurhan, ból, śmierć, ukojenie! Wszystko czego serce pragnie od życia, wszystko czego dusza może doświadczyć! To wartości, które coraz trudniej stają się bliskie nam, współczesnym, których przyswajanie nie jest łatwe dla pędzącej cywilizacji- dla nas. To słowa dla których warto podejmować trud poszukiwania naszej pięknej strony bycia słowianinem! Ona zatem niech stanie się podmiotem naszych rozważań i odzwierciedla się w sztuce, dominując nad ciemną i odtrącaną częścią naszej słowiańskiej natury.

Dzisiaj, kiedy stoimy u progu nowych odczuć naszej emanacji słowiańskością oraz spostrzeżeń socjologicznych - dochodzimy do przerażających wniosków. To co było częścią naszej pozytywnej – dobrej strony „słowiańskości” zostaje nieuchronnie zatracane! Już tylko nieliczni widzą w tym wartość i tylko nieliczni mają w tym zakresie potrzeby. Czyżby pozostawało tylko to co „brudne” i obrzydliwe? A nasza gościnność, dobroduszność, szlachetność, prostota a w niej mądrość – gdzie to wszystko się podziało? Wszechobecny konformizm, konsumpcjonizm, nastawienie na doczesne przyjemności ukierunkowane głównie na fizyczność, zatracenie w pędzie za dobrem materialnym, to prosta droga do autodestrukcji. To, co my nazywamy „dobrą słowiańskością” jest kojarzone z archaizmem i zacofaniem, nic bardziej błędnego. Naród , który odtrąca swą osobliwą naturę, chłonąć bezkrytycznie wartości globalne jest mentalnym samobójcą , to naród bez tożsamości, to naród głupi! Ponawiamy więc pytanie – czy właściwie to kogoś obchodzi? Czy my nieliczni pozostajemy Donkiszoterią narażoną na śmieszność? Piszcie o waszych odczuciach, ciekawi jesteśmy Waszych opinii.

Ciągle zapominamy, że potrafimy być piękni i ludzcy, a nasze poszukiwania zatracają się w pogoni za przyziemnymi pragnieniami. Trzeba okazywać serce w sytuacjach prozaicznych, zwykłych, codziennych, małych – a wtedy, w rezultacie nikt nie będzie musiał uciekać z własnego kraju - bo nie spotka zła!

Pozdrawiamy serdecznie !! Slovian'sky