Luzor 6 Święto pięciu stron Świata
Zamieszczony 31.08.2007
Było miło i sympatycznie – ale to slogany! Skończyło się „Święto pięciu stron Świata” - a raczej - mam nadzieję, że się coś rozpoczęło! Impreza pomimo ram organizacyjnych przebiegała swoim tempem. Tak jakby duch pojednania i jedności w zabawie czuwał nad całością. Pomimo tego, że wśród gości i gospodarzy nie zabrakło osób o „innej percepcji i wrażliwości”, którzy zamierzali to i owo zmienić – ich wysiłki zdały się na nic! - i dobrze! Najgorzej jest jak ktoś, kto nie jest mózgiem przedsięwzięcia zaczyna się swawolić tylko dlatego, że ma jaką władzę! Ale to nie o tym... nie istotne. Zaiste z wielu stron Świata przybyli ludzie o szczególnej wrażliwości, byli zaprzyjaźnieni Indianie, zjechało rycerstwo, driversi na stalowych rumakach, przechadzali się wśród swobodnych gości żołnierze z II wojny światowej a nawet był komandos ze współczesnej armii amerykańskiej. Bynajmniej nikogo pod lufą nie trzymali a ich obecność świadczyła jedynie o pewnych niezaprzeczalnych faktach i być może pokazał ich ludzką twarz - barwne twarze - pomalowane przez wolontariuszy i terapeutów dodawały kolorytu i radości do przepojonej duchem Hobbitonu okolicy, gdzie pomimo wiatru i deszczu zabawa zawsze jest udana. Jak na urodzinach u Bilba nie obyło się bez pokazu sztucznych ogni!, które przywołując taką analogię zwieńczyły kres dnia na tle ciemnego nieba. Zadbano również o to by jednać wszystkich obecnych przez wspólne działania artystyczne- happeningi, malowanie „serc”, rzeźbienie, - wyświetlono film z rajdu rowerowego, który zaprezentował jego uczestnik. Całość okraszono muzyką wspaniałą od serca wykonaną przez zespół Czeremcha z Wałcza – ckliwe i cudowne pieśni z Ukrainy, tańczyły piękne dziewczyny, młode i pełne życia, radosne. Niesamowicie prezentowały się po zmroku teatry plenerowe i tylko z racji charakteru mojego tam bytowanie nie zdołałem ogarnąć całości ich działań. To co się tam zdarzyło zawdzięczamy również, a może przede wszystkim - wolontariuszom i to nie tylko tym z odległych stron Świata z USA, Kanady, Japonii ale tym z za miedzy, to dzięki nim wszyscy mieszkańcy Domu na górze mogli poczuć tą niesamowitą atmosferę. Czarne uniformy słuchaczy Szkoły Policji w Pile tutaj w roli aniołów, czuwały nad bezpieczeństwem domowników. To było wspaniałe móc z tymi ludźmi być tam choć przez te pare chwil, odetchnąć pełna piersią przy płonącym ognisku i nie tylko ogniem płonącym lecz żarem zjednanych serc! Serdecznie dziękujemy Wojtkowi Retzowi za to, że byliśmy w odpowiednim miejscu i odpowiednim czasie! Życzymy, żeby to działanie zrozumieli Ci wszyscy od których zależy jego los. Obyśmy znów się spotkali!
Pozdrawiamy Slovian'sky!!